Na imieninach u Papieża



W Watykanie nie ma zwyczaju, co prawda, obchodzenia imienin, ale w przypadku Ojca Świętego otoczenie papieskie od kilkunastu lat robi wyjątek od reguły. 4 listopada, w dniu Karola Boromeusza, papież wstał przed godz. 6. Chwilę pomodlił się na klęczniku w domowej kaplicy, która jest częścią jego apartamentu. O godz. 8 odprawił krótką mszę, w której uczestniczyły siostry sercanki i dyrektor Gimnazjum nr 2 im. Jana Pawła II z Myślenic, Andrzej Ślósarz. Rodzona ciocia (siostra matki) pana Andrzeja od początku pontyfikatu pracuje w Watykanie zajmując się m.in. korespondencją Ojca świętego. Siostrzeniec z Myślenic skorzystał więc z życzliwej protekcji i jako jeden z niewielu zwykłych "zjadaczy chleba" miał okazję wziąć udział w mszy w kaplicy prywatnej, mieszczącej nie więcej niż 30 osób. Po śniadaniu papież przeglądał korespondencję i prasę w kilku językach, czytał opracowane przez kurialistów notatki ze sprawami wymagającymi pilnego omówienia, przygotowywał imieninowe przemówienie. Z tego, co udało się dowiedzieć, ten akurat tekst był dyktowany na laptopa jednemu ze współpracowników.

Padre Hejmo - dominikanin z Kostrzy

W tym czasie "imieninowi goście", pielgrzymi z Polski, ustawiali się w kolejce przez Spiżową Bramą. Oczekujących dyskretnie obserwowała ochrona i papiescy gwardziści, strzegący papieża i głównych wejść do Watykanu. Zerkaliśmy ciekawie na Szwajcarów i ich kolorowe - zaprojektowane przez samego Michała Anioła - stroje, halabardy. Każdy z gwardzistów musi być katolikiem, kawalerem i mieć nie więcej niż 35 lat. Pora na wskazówki techniczne: jak się zachować, gdzie zostawić wierzchnie odzienie, torby. Niemal każdy pielgrzym dostrzeże w tym momencie w najbliższym otoczeniu papieskim postawną postać dominikanina w białym habicie. To ojciec Konrad Stanisław Hejmo, zwany przez Włochów "padre Conrado", od 1979 roku dyrektor duszpasterskiego ośrodka dla pielgrzymów polskich "Cordia Cordis". Niejedna grupa sądecka czy limanowska tylko wstawiennictwu ojca Hejmo mogła dostąpić zaszczytu udziału w audiencjach indywidualnych z papieżem. Na plac św. Piotra wysłuchać niedzielnej modlitwy na Anioł Pański może przyjść każdy, wejść do sal i dziedzinców Pałacu Apostolskiego - już nie. Ojciec Hejmo pochodzi z Kostrzy koło Limanowej. Ma 66 lat. Pełen wigoru i humoru, biegle włada kilkoma językami, w tym włoskim, angielskim i niemieckim. - Pochodzę z wielodzietnej rodziny, miałem cztery siostry i trzech braci. Obecnie żyje już tylko czwórka rodzeństwa. Siostra, Zofia Kmiecik, mieszka w Ujanowicach. Rodzice gospodarowali na trzech morgach. Była bieda, trzeba było dorabiać w folwarku dziedzica Romera w Jodłowniku. Do stanu duchownego i wstąpienia do seminarium w Lublinie namówiła mnie nauczycielka ze szkoły powszechnej w Jodłowniku, siostra Sebastiana. Kształciłem się też w Jarosławiu i Krakowie, a wyświęcony zostałem w 1961 roku. Ojciec pomarł po II wojnie światowej w 1948 roku, mama w grudniu 1981 r. Z uwagi na wprowadzenie wtedy stanu wojennego uniemożliwiono mi przyjazd na pogrzeb.

Grzeszny fortel

Tu krótka dygresja, zdarzenie (z początku lat 90), jakiego byłem świadkiem. "Być w Rzymie i papieża nie widzieć" - to chyba największa klęska, jaka może spotkać przybysza z Polski w Wiecznym Mieście. Taka właśnie grośba stanęła przed nauczycielami (na czele z dyrektorem Marianem Kuczajem) i uczniami Zespołu Szkół Zawodowych i Technikum Leśnego ze Starego Sącza, którzy podczas wycieczki do słonecznej Italii zawitali do Rzymu. Był to już czas, że na audiencje mogły liczyć wyłącznie anonsowane wcześniej (a nie w ostatniej chwili) grupy pielgrzymów, prowadzone przez księży. Z papierkami opieczętowanymi przez proboszczów. Zwykła grupa turystyczna, która z marszu, dwie godziny przed audiencją, usiłuje spotkać się z Ojcem św., z góry skazana jest na niepowodzenie. Udział w audiencjach z papieżem w obiektach zamkniętych, np. na dziedzińcu św. Damazego czy samej bazylice św. Piotra, jest od dawna ściśle reglamentowany. Otoczenie papieża chroni Gospodarza Watykanu przed napierającą lawiną gości. Ojciec św., choć stara się zrywać te troskliwe pęta (czym doprowadza do rozpaczy ochronę osobistą), musi mieć zapewnione stuprocentowe bezpieczeństwo. Starzy bywalcy watykańscy wspominają z rozrzewnieniem początek polskiego pontyfikatu, kiedy praktycznie każdy przybysz z Polski mógł sobie zrobić osobiste zdjęcie z papieżem, a za Spiżową Bramę wchodził bez legitymowania, na podstawie "hasła": "Niech będzie pochwalony...". Dziś takie szczęście spotyka tylko wybrańców. Wtedy, kierujący ruchem pielgrzymkowym ojciec Konrad Hejmo, był - mimo długich nalegań m.in. dr. Ryszarda Aleksandra - nieubłagany: - Porządek musi być. Sami sobie jesteście winni. Miejcie pretensje do swojego księdza. Tragedia! Tym bardziej, że w starosądeckim grzesznym gronie żadnego duchownego nie było. Kiedy jednak ojciec Hejmo zobaczył zrozpaczone miny spuścił nieco z tonu i już mniej srogo zapytał: - Skąd jesteście i kto was prowadziś Ludzie odpowiedzieli zgodnym chórem: - Parafia Stary Sącz, ksiądz Kuczaj! - A, to niedaleko moich rodzinnych stron. No, pójdziecie do papieża... Starosądecka grupa miała szczęście. Po szczegółowej kontroli (rewizje, badanie przyrządami elektronicznymi), pozbyciu się plastykowych butelek z wodą mineralną, wszelkich toreb, weszła bocznym wejściem do bazyliki i akurat ustawiono ją w pierwszym szeregu. Niemal każdy mógł uścisnąć dłoń papieża, rozpoznać się póśniej na zdjęciach wykonanych przez papieskich fotografów. Po powrocie do Sącza, indagowany o rozgrzeszenie za kłamstwo w sprawie "księdza Kuczaja", ks. prałat Stanisław Czachor, machnął tylko ręką: - W tej akurat słusznej sprawie wolno wam było minąć się z prawdą. Żebyście tylko takie grzechy mieli na sumieniu... "Księdzu Kuczajowi", już jako burmistrzowi Starego Sącza, przyszło witać papieża w dniu kanonizacji księżnej Kingi 16 czerwca 1999 roku.

Za Spiżową Bramą

Idziemy! Tym razem już w pełni legalnie, z opieczętowanymi wejściówkami w dłoniach, bez grzesznego fortelu. Brama Spiżowa, która posłużyła kiedyś za tytuł powieści Tadeusza Brezy - otwarta na ścieżaj. Po obu stronach Schodów Królewskich widnieją flagi watykańskie ze skrzyżowanymi kluczami św. Piotra, pod tiarą papieską. Schody, zbudowane przez Lorenzo Berniniego, tworzą efekt olbrzymiej klatki schodowej, wydają się ciągnąć w nieskończoność, a w rzeczywistości nie są znów takie długie i wielkie. Punktualnie, o godz. 11, papież zjawił się w przepięknej urody Sali Klementyńskiej (tu często zbiera się Kolegium Kardynalskie), gdzie oczekiwało na niego ok. 250 osób. Audiencyjnym ruchem dyrygowali biskup Stanisław Dziwisz, ojciec Konrad Hejmo i papieski kamerdyner Angelo. W imieniu przybyłych życzenia złożył biskup pomocniczy diecezji gdańskiej, Zygmunt Pawłowicz: - Jako dar składamy Ci przyrzeczenie dążenia do jedności z Tobą, Najwyższym Pasterzem. Matko Kalwaryjsko, wypraszaj siły ciała i ducha Ojca świętego, chroń Jego serce od nieprzyjaciół i złej zasadzki. W gronie gdańszczan dostrzegliśmy m.in. ks. Franciszka Cybulę, kapelana prezydenta Wałęsy w latach 1990-1995. Papież w imieninowym słowie wspomniał "z wdzięcznym sercem" o swoich rodzicach, którzy dali mu na chrzcie imię Karol i przekazali dar wiary. Podziękował rodakom za życzenia i dobre myśli: - Gdańsk przyjeżdżał z życzeniami jeszcze w Krakowie, dziękuję za towarzyszenie mej posłudze, dziękuję za modlitwę, której owoce odczuwam każdego dnia. Oby świadectwo wiary, przekazane na chrzcie św. przez moich rodziców, było udziałem wszystkich dzieci na świecie.

Niech Ulewicz tu przyjedzie!

Solenizant siedział na ozdobnym fotelu, grupy podchodziły i otaczały Ojca świętego (dawniej było odwrotnie: ludzie stali i czekali na podejście papieża), ktoru jednocześnie błogosławił dary: wielki bursztynowy różaniec, chleb w kształcie serca, ornaty, kolekcję 21 płyt z fonoteki regionalnej Sądecczyzny, wydaną przez Wydawnictwo Jagiellonia SA - "Encyklopedię Sądecka", album o Nowym Sączu fotografa Sylwestra Adamczyka i śgrzybki marynowane ze Starego Sącza. Wszystkim udzieliła się radosna atmosfera, ludzie nie kryli łez wzruszenia. Właścicielka restauracji polsko-włoskiej "Bona" z sądeckiego rynku, Zofia Korczyńska wręczyła 25 białoczerwonych róż, jako symbol rozpoczętego 25. roku pontyfikatu. Papież odpowiedział: - To przyjedście za rok na obchody, zapraszam już teraz! Przygotowania do ćwierćwiecza, jednego z najdłuższych najdłuższych historii Kościoła pontyfikatu - zapoczątkowanego wypowiedzianymi 16 paśdziernika 1978 roku przez kardynała protodiakona pamiętnymi zwłaszcza dla Polaków słowami "Habemus Papam (ś) Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae cardinalem Wojtyła" - już trwają. Pełną parą pracują powołane specjalnie w tym celu watykańskie komisje. - Żebyś jak najmniej cierpiał i wkrótce przyjechał znów do Polski - mówiła jedna z sądeczanek. Oprawę wokalną i taneczną audiencji zapewnił działający od 11 lat przy bazylice św. Małgorzaty w Nowym Sączu zespół "Promyczki", zawojowując marmurowy środek Sali Klementyńskiej. Twórca i opiekun zespołu ks. Andrzej Mulka przygrywał na gitarze, póśniej wspomogły go kapele regionalne "Doliny Popradu", "Doliny Dunajca" i łososińskich "Jakubkowian". Pielgrzymów ze Starego Sącza przywiedli na papieskie imieniny dyrektor Powiatowego Ośrodka Kultury Józef Puścizna oraz proboszczowie Barcic i Gabonia - ks. Stanisław Dziekan i ks. Czesław Litak oraz dyrektor Sądeckiego Centrum Pielgrzymowania im. Jana Pawła II, ks. Tadeusz Sajdak. Do papieża podeszła też delegacja Rodziny Szkół im. Jana Pawła; w Polsce papieskie imię noszą już 203 szkoły. Dyrektorzy papieskich placówek - m.in. z Gołkowic koło Starego Sącza i Podola-Górowej znad Jeziora Rożnowskiego - wręczyli Ojcu św. książkę o papieskich szkołach wydaną przez Wydawnictwo Diecezji Tarnowskiej "Promyczek" z Nowego Sącza. Papież rozmawiał, żartował. Widać było ożywienie na jego twarzy. Nie przeszkadzał mu błysk fleszy. Teoretycznie fotografowanie w obrębie murów watykańskich jest zabronione - poza oficjalnymi fotografami Mari i Felicji. W praktyce pielgrzymom nie zabrania się przynoszenia aparatów fotograficznych. Imieninowe spotkanie z rodakami, mające ściśle prywatny i osobisty przebieg, trwało 45 minut. Była rzadka okazja do zamienienia paru, niekoniecznie oficjalnych, zdań z Ojcem świętym. Dość powiedzieć, że akordeonista "Promyczków" Leszek Langer, gdy przedstawił się jako student V roku polonistyki UJ, usłyszał od papieża: - Niech Ulewicz tu przyjedzie... 85-letni prof. Tadeusz Ulewicz, wybitny literaturoznawca, to dobry znajomy Jana Pawła II z czasów krakowskich.


Wspomnienie Przehyby

Do jednej z "Promyczkowych" dziewczynek całującej pierścień Rybaka papież powiedział "ale urosłaś od zeszłego roku" i do dziś wszyscy zachodzą w głowie czy była to ojcowska kurtuazja czy też rzeczywiście Jan Paweł II zapamiętał ją z ubiegłorocznej audiencji. Była przy tym mowa o zimowych urlopach krakowskiego arcybiskupa na Przehybie. Obecna szefowa schroniska na Przehybie Olga Bielakowa pieczołowicie przechowuje podpisaną przez ówczesnego biskupa krakowskiego wzmiankę w księdze pamiątkowej: "Groziło, że po 10 latach systematycznych, cudnych, zimowych pobytów na Przehybie zmienimy miejsce. Teraz po powrocie p. Mariana Patyka mamy perspektywę następnych 10 lat i wmurowania następnej tablicy. Prawdziwy Gospodarz decyduje o prawdziwym uroku schroniska". Nie minęło "następnych 10 latach", by turysta z Krakowa zasiadł na Piotrowym tronie w Watykanie. Na Przehybę już nie wrócił, ale o niej nie zapomniał, wspominając tutejsze górskie wędrówki w sławnej "powtórce z geografii" podczas kanonizacji księżnej Kingi na starosądeckich błoniach w 1999 roku. Gdy powracał papamobile do klasztoru klarysek z pewnością spojrzał w górę na dobrze widoczny znajomy szczyt. Nie było miejsca dla Ciebieś

W imieninowym dniu papieżowi przypomniano też odwiedziny w Tropiu u św. świerada i przygodę w podgorlickiej Sękowej w 1953 roku, gdzie ówczesny proboszcz nie udzielił noclegu młodemu księdzu z Krakowa wędrującemu z grupą przyjaciół szlakami turystycznymi w Beskidzie Niskim. W tamtych latach były to dzikie okolice, niemal kompletnie wyludnione, pozbawione komunikacji, sklepów, bazy turystycznej. Niektórzy mieszkańcy traktowali wędrowców jako "włóczykijów", zamykali przed nimi drzwi domów i stodół, jak w kolędzie "Nie było miejsca dla Ciebie". Tak właśnie zachował się ks. Julian Suchy w Sękowej, ale pamiętajmy, że był to czas niespokojny, zwłaszcza tu, na pograniczu. W sierpniu 1953 roku Karol Wojtyła przemierzył szlak od Ustrzyk Dolnych aż po Wysową. Podczas niedawnego spotkania z gorlickimi pielgrzymami w Watykanie Jan Paweł II powiedział: "Gdy byłem młodszy szedłem po tej pięknej ziemi i piłem dobrą wodę, jednak nie wszyscy mnie tam gościnnie przyjęli. Gdyby mnie wtedy zamknęli, to dziś nie byłoby mnie w Watykanie". Była to aluzja do tej właśnie beskidzkiej wędrówki w 1953 r. Ówczesna placówka Wojsk Ochrony Pogranicza w Wysowej otrzymała od władz polecenie uwięzienia księdza Karola za... zorganizowanie nielegalnego zgromadzenia. 14 sierpnia 1953 turyści z Krakowa przechodzili z Magury Małastowskiej przez Kozie Żebro do Hańczowej. Nauczyciele Irena i Stanisław śliwińscy zapamiętali, że rano ksiądz Wojtyła odprawił mszę św. śpiewaną, ludzie dziwili się, "czemu śpiewanaś" i usłyszeli: "to proste, dziś święto Wniebowzięcia NMP, przy braku szat liturgicznych mankament ten usuniemy właśnie śpiewem podnoszącym uroczysty nastrój chwili". Do aresztowania jednak nie doszło... dzięki umiejętności przewidywania. Aby nie zabierać na trasę więcej niż dwie osoby, ksiądz Wojtyła podzielił grupę na "dwójki", sam szedł samotnie w tyle, za wędrowcami.

Sierżant Wojtyła

W ówczesnej wyprawie gorlickiej Karol Wojtyła miał osobisty cel. Chciał przyjrzeć się dokładnie terenom, gdzie podczas pierwszy wojny światowej wojował w mundurze austriackiego sierżanta jego ojciec - też Karol. To zresztą przejmująca historia. Starcie pod Gorlicami 2 maja 1915 r. było największą bitwą na froncie wschodnim. W okopach "Małego Verdun", gdzieś na wzgórzu Magdalena, gdzie stacjonował pułk wadowicki, sierżant Wojtyła złożył szczególne ślubowanie: przekaz o tym fakcie upowszechnił kolega Wojtyły-seniora zmarły w 1971 r. kapral Koszyk, a za nim jego syn ks. Seweryn Koszyk. Karol Wojtyła-senior miał wówczas powiedzieć, że w tę "ziemię rozdartą wojną i nienawiścią Boży Pokój przyniesie dopiero jego syn", Powiedział też, że jeżeli "przeżyje wojenną zawieruchę, to narodzonego w przyszłości syna ofiaruje na służę Bożą". Czyż nie fascynujące to śluby, przepowiedniaś

Mogłeś przyprowadzić więcej Polaków...
Po audiencji "Promyczki" udzielały wywiadów korespondentce Telewizji Polskiej Agnieszce Grawerskiej i korespondentowi "Niedzieli" ks. Mariuszowi Frukaczaowi. Relacja z pobytu sądeczan i gdańszczan na imieninach papieża ukazała się w głównym wydaniu poniedziałkowych "Wiadomości". Niemal w każdym tygodniu Ojca świętego odwiedzają głowy państw, ambasadorowie, hierarchowie kościoła, luminarze kultury i nauki. Wydaje się jednak, że papież najbardziej wyczekuje spotkań ze zwykłymi wiernymi, zwłaszcza rodakami. Gdy ich nie jest za wielu, ojciec Konrad Hermo słyszy od papieża żartobliwe karcenie: - Mogłeś przyprowadzić więcej Polakówś Tegoroczni imieninowi goście, po audiencji, przeszli do bazyliki św. Piotra, gdzie przed głównym ołtarzem, ze wspaniałą kompozycją architektoniczno-rześbiarską wyobrażającą Ducha św., odprawiona została msza w intencji papieża. Wychodząc każdy z sądeczan ucałował stopę liczącego 1100 lat posągu siedzącego na tronie i błogosławiącego św. Piotra, aby jeszcze kiedyś powrócić do Rzymu. Imieninowy obiad papież spożył o godz. 13.30 w towarzystwie najstarszych kardynałów zamieszkałych lub przebywających akurat w Rzymie. Potem odpoczywał, odmawiał różaniec. Po krótkim wytchnieniu wrócił do pracy, lektury, może też obejrzał telewizyjne doniesienia ze świata. światło w papieskim gabinecie paliło się do godz. 23.00

Jerzy Leśniak




Katalog Stron GDnet.pl

Katalog stron internetowych